Arthur Conan Doyle napisał kiedyś, ze "Dziesięć morderstw nie mieści w sobie tyle zbrodni, ile jedna partia szachów". Tutaj morderstw (poza tymi szachowymi) nie ma, ale emocje są jak przy czytaniu dobrego kryminału.
Autor używając szerokiego kąta i obniżonej perspektywy, zadbał o to aby dobrze pokazać poszczególne plany. I tak na pierwszym planie mamy graczy i szachowy ring, a drugi wypełnia publika. Ten sposób kompozycji nie powoduje dominacji żadnego z planów i sam szachowy mecz staje się bohaterem tej opowieści. Jak na ten rodzaj gry, opowiesci niezwykle dynamicznej.
Pan z prawej strony sprawia wrażenie pretendenta do tytułu szachowego arcymistrza okolicy. Pan z lewej, swoja nonszalancką pozą jakby chciał pokazać, ze wciąż jest panującym mistrzem, z którym byle kto nie wygra. Stawka pojedynku jest na pewno wysoka, świadczy o niej zainteresowanie (i to nie tylko "starszyzny"), co tylko podkreśla, ze wydarzenie na dzielnicy to bez precedensu. I chociaż nie znamy wyniku tej partii (sądząc po ilości pionów i figur na szachownicy dość wyrównanej) to pozostaje wrażenie, ze uczestniczyliśmy w niezwykle interesującym wydarzeniu, a Autor załatwił nam miejsce w pierwszym rzędzie.
Autor używając szerokiego kąta i obniżonej perspektywy, zadbał o to aby dobrze pokazać poszczególne plany. I tak na pierwszym planie mamy graczy i szachowy ring, a drugi wypełnia publika. Ten sposób kompozycji nie powoduje dominacji żadnego z planów i sam szachowy mecz staje się bohaterem tej opowieści. Jak na ten rodzaj gry, opowiesci niezwykle dynamicznej.
Pan z prawej strony sprawia wrażenie pretendenta do tytułu szachowego arcymistrza okolicy. Pan z lewej, swoja nonszalancką pozą jakby chciał pokazać, ze wciąż jest panującym mistrzem, z którym byle kto nie wygra. Stawka pojedynku jest na pewno wysoka, świadczy o niej zainteresowanie (i to nie tylko "starszyzny"), co tylko podkreśla, ze wydarzenie na dzielnicy to bez precedensu. I chociaż nie znamy wyniku tej partii (sądząc po ilości pionów i figur na szachownicy dość wyrównanej) to pozostaje wrażenie, ze uczestniczyliśmy w niezwykle interesującym wydarzeniu, a Autor załatwił nam miejsce w pierwszym rzędzie.