Ze względu na kontrowersje związane z moim osobistym cieniem na ścianie, poczułam się przywołana do tablicy, tak więc zabieram się za obronę swojej pracy.
Analiza nie jest moją mocną stroną, ale przez chwilę powalczę o to, aby przekonać widza do mojej koncepcji.
Kompozycja zrównoważona została nie tylko rekwizytami, lecz również plamami świetlnymi i intensywnym kolorem niektórych elementów w kadrze.
Na pierwszym planie dziecko i jego artystyczny wyraz, rysunek pokolorowany na miarę jego manualnych umiejętności. Chłopiec w stroju typowo domowym chwyta dynię - niczym cenny kielich - którą narysował. Wykazuje zdolności twórcze. Są one dla niego niezwykle ważne. Dzięki nim może uzewnętrzniać swoje spojrzenie na świat.
Na drugim planie dominują światłocienie. Z premedytacją pokazałam siebie jako mamę, która nie dość, że wykonuje zdjęcie własnemu dziecku, to ukazuje swoisty, intymny autoportret : z miłością wspiera, troszczy się o dziecko, które skierowane w jej kierunku nachyla główkę, jak do błogosławieństwa.
Mama swojemu synowi z sercem błogosławi. To wyjątkowa relacja!
Z ułożonych ramion i głowy mojej postaci można zauważyć serce, choć pokazane dość abstrakcyjnie - ja je zauważyłam już przed naciśnięciem migawki, szkoda było mi to zignorować i nie pokazać.
Tyle ode mnie, a czy to widoczne czy nie, to już kwestia wrażliwości Odbiorcy.
Dzięki i miłego fotoferyjnego wieczoru!!!
ja myślę, że to moja nieuporządkowana natura ADHD-owca prowokuje do zajmowania się wieloma wątkami na raz, co zrobić, są tego plusy, ale i minusy.
Dzięki i pozdrowię Nemo :)
Twój cień własny nie jest w tej sytuacji ani potrzebny, ani wskazany.
Po latach oglądania fot z własnymi cieniami (sam sporo takich popełniłem) doszedłem do wniosku, że trzeba na planie robić wszystko, żeby własny cień ukryć.
Są zdjęcia, w których własny cień jest dobrym składnikiem, ale to rzadkie przypadki. Odpowiedzialna za to jest przede wszystkim charakterystyczna, widoczna w cieniu poza fotografa.
Takie mam zdanie na temat cienia własnego i nic na to nie poradzę.
Analiza nie jest moją mocną stroną, ale przez chwilę powalczę o to, aby przekonać widza do mojej koncepcji.
Kompozycja zrównoważona została nie tylko rekwizytami, lecz również plamami świetlnymi i intensywnym kolorem niektórych elementów w kadrze.
Na pierwszym planie dziecko i jego artystyczny wyraz, rysunek pokolorowany na miarę jego manualnych umiejętności. Chłopiec w stroju typowo domowym chwyta dynię - niczym cenny kielich - którą narysował. Wykazuje zdolności twórcze. Są one dla niego niezwykle ważne. Dzięki nim może uzewnętrzniać swoje spojrzenie na świat.
Na drugim planie dominują światłocienie. Z premedytacją pokazałam siebie jako mamę, która nie dość, że wykonuje zdjęcie własnemu dziecku, to ukazuje swoisty, intymny autoportret : z miłością wspiera, troszczy się o dziecko, które skierowane w jej kierunku nachyla główkę, jak do błogosławieństwa.
Mama swojemu synowi z sercem błogosławi. To wyjątkowa relacja!
Z ułożonych ramion i głowy mojej postaci można zauważyć serce, choć pokazane dość abstrakcyjnie - ja je zauważyłam już przed naciśnięciem migawki, szkoda było mi to zignorować i nie pokazać.
Tyle ode mnie, a czy to widoczne czy nie, to już kwestia wrażliwości Odbiorcy.
Dzięki i miłego fotoferyjnego wieczoru!!!