Oglądam prace okiem fotografa, w dużej mierze bądź co bądź. To oko i myśl autora zdjęcia generuje moje widzenie. Dopowiadam sobie lub nie story, to zależy od "prologu". A tenże w gestii fotografa pozostaje. Tutaj mam wyraźną wskazówkę, idź i patrz (nomen omen), masz przed sobą kategorię reporterską. Nie trafione? W porządku, mogę przypisać do innej. Tutaj jednak mam zagwozdkę, nie chodzi o problem w umiejscowieniu, mam przecież wytrych w postaci "inne". Rzecz zasadza się w określeniu stanu emocjonalnego, w jaki wchodzę widząc obraz. Moja świadomość potrzebuje przeciwwagi dla patosu, epatowania martyrologią, toteż kluczowym dla mnie wydaje się jednak fakt, czy zdjęcie pokazuje prawdziwe wypadki czy rekonstrukcję. Pamiętać trzeba, mówić należy, pochylić czoło również. Praca w moim odczuciu posiada zbyt mały ładunek ekspresji, bym potrafiła ją zapamiętać.
Nie mogę się zgodzić z analizą Andresa. Nie jest mi obojętne, czy zdjęcie zrobiono podczas rzeczywistych wydarzeń, czy na planie filmowym czy w muzeum, czy może jest to zdjęcie miniaturowej makiety czy wreszcie zdjęcie z ekranu kinowego lub fotomontaż. Wiem, są teorie, że tylko wynik końcowy się liczy, nieważne jakimi środkami osiągnięty. Jednak ważna jest przecież prawda a tę zawsze ktoś odkryje, zawsze ktoś uważny i znający wydarzenie, znajdzie szczegół nieprawdziwy.
Oddzielną sprawą jest użycie kategorii reportaż. To właśnie sugeruje, że zdjęcie wykonano podczas rzeczywistych wydarzeń. Również nie jest to reportaż z planu filmowego - byłby nim, gdyby pokazywał pracę operatora, reżysera itd.
Tutaj fotograf wykorzystał czyjąś scenografię, może nawet miejsce, z którego robił zdjęcia operator (nie widziałem jeszcze filmu). To tak, jakby sfotografować scenografię w teatrze, unikając elementów sceny i wstawić do kategorii architektura (wnętrz).
Mam też wątpliwości co do uniwersalnego przesłania zdjęcia (zachwalanego w pierwszej analizie) - kadr pokazuje na tyle wąski i statyczny wycinek, że podpiąć pod to można ogromną ilość sytuacji, nawet banalnych lub takich zupełnie przeciwnych do odtwarzanych przez twórców filmu.
Odróżniam pojęcie dokumentu od dokumentacji, dla uściślenia używam pojęcia "autorski dokument fabularyzowany", dopuszczam w dokumencie autorskim montaż, kreację, inscenizację i co tylko się chce. Nie zgodzę się jednak aby takie "zmanipulowane" zdjęcie uznać za dokumentację konkretnego wydarzenia. TO JEST OSZUSTWO!! Słowo reportaż zawłaszczyli sobie (nie ważne słusznie czy nie) fotografowie prasowi. Inną sprawą jest czy rygorystyczne reguły tam obowiązujące są słuszne, czy "wstęplowanie" nietoperzy jest przestępstwem (odnoszę się tutaj do "afery" podobno w GW gdzie wstęplowano nietoperze). Inną sprawą jest na ile inscenizacja jest dopuszczalna (układanie trupów z pola bitwy pod zdjęcia). Inną w dalszym ciągu sprawą jest jak te "niezmanipulowane" zdjęcia są wykorzystane. Problemów jest tysiące, ale pewnym jest, że jeżeli piszemy reportaż to odnosić się to musi do konkretnego wydarzenia, najlepiej popartego opisem.
Tutaj mamy reportaż nie wiadomo z czego!!!!
Autorze odezwij się!!!
Przyjrzałem się dokładnie i mam wrażenie, że fotografia przedstawia właściwe umiejscowienie obserwatora "wrogiego" czołgu. Dodam, że w malutkiej dziurce widać godło co daje symboliczne znaczenie
Oddzielną sprawą jest użycie kategorii reportaż. To właśnie sugeruje, że zdjęcie wykonano podczas rzeczywistych wydarzeń. Również nie jest to reportaż z planu filmowego - byłby nim, gdyby pokazywał pracę operatora, reżysera itd.
Tutaj fotograf wykorzystał czyjąś scenografię, może nawet miejsce, z którego robił zdjęcia operator (nie widziałem jeszcze filmu). To tak, jakby sfotografować scenografię w teatrze, unikając elementów sceny i wstawić do kategorii architektura (wnętrz).
Mam też wątpliwości co do uniwersalnego przesłania zdjęcia (zachwalanego w pierwszej analizie) - kadr pokazuje na tyle wąski i statyczny wycinek, że podpiąć pod to można ogromną ilość sytuacji, nawet banalnych lub takich zupełnie przeciwnych do odtwarzanych przez twórców filmu.